Dzisiaj post z nowej serii, która ma na celu przybliżyć Wam specjalizacje lekarskie.
Na pierwszy rzut idzie jedna ze specjalizacji, które mnie interesują.
Medycyna sądowa. Gdy na 6 roku szykowałam się na 1-sze zajęcia i zagłębiłam się w akty prawne, które nas obowiązują, czytałam o sekcjach zwłok i jak się je wykonuje, o oględzinach na miejscu zdarzenia, powoływaniu biegłego przez prokuratora czy sędziego nie sądziłam, że wpadnę po uszy! Przypomniały mi się stare dobre czasy, gdy oglądałam po nocach z wypiekami na twarzy "Kryminalne zagadki Nowego Yorku", "Las Vegas" czy "Miami" (w ogóle zauważyliście, że każdy z tych seriali był zrealizowany w 1 odcieniu kolorystycznym? Niebieskim, zielonym i żółtym? Ciekawy zabieg reżysera :). Praca lekarza medycyny sądowej może być niezwykle interesująca. Jest on detektywem, który bada kawałek po kawałku, narząd po narządzie denata i szuka przyczyny jego śmierci. Bada okoliczności w jakich doszło do zgonu. Pomoc lekarza tej specjalności może okazać się niezbędna do wsadzenia za kratki sprawcy przestępstwa. Ale nie tylko. Lekarz medycyny sądowej dzięki swej wiedzy i zdobyczom technologii może pomóc w identyfikacji zwłok, rozkawałkowanego ciała czy też jedynie samego znalezionego po latach szkieletu. To zabawne, że na podstawie zębów możemy ocenić wiek, na podstawie długości kości - wzrost, a na podstawie budowy miednicy określić płeć.
Ludzie ciało jest jedną wielką zagadką. To jeden z powodów, dla których zdecydowałam się zostać lekarzem, ponieważ człowiek, złożoność jego budowy i wiele nieodkrytych wciąż możliwości naszego mózgu mnie niesamowicie fascynuje.
Można powiedzieć, iż lekarz każdej specjalizacji jest swoistym detektywem, który patrząc na dziwne szlaczki na EKG, czarno-białe plamy na USG czy jakieś wartości liczbowe na wynikach morfologii, szuka przyczyny choroby. Docieka, zagłębia się w temacie. Szuka sprawcy całego zamieszania. Wadliwego mechanizmu, który zaburza homeostazę, w której do tej pory żyliśmy. A gdy znajdzie "winnego" i się go pozbędzie odczuwa się satysfakcję nie do opisania.
Na koniec zachęcam Was do obejrzenia kilku odcinków któregoś z "CSI", gdyż uważam, że ten serial jest naprawdę dobry i mimo trudnego tematu ogląda się go miło. I nie jest tak ciężki jak np. polski serial "Glina", który również opowiada o pracy policji i współpracujących z nimi lekarzy. Dla mnie jednak był on zbyt mroczny, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że był bardzo dobrze zrealizowany.
www.fanpop.com
Blog lifestylowy o modzie, podróżach, kulturze i innych zagadnieniach z punktu widzenia dwojga młodych lekarzy :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą specjalizacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą specjalizacje. Pokaż wszystkie posty
sobota, 11 kwietnia 2015
wtorek, 23 grudnia 2014
Kolejki coraz dłuższe, rezydentur coraz mniej
W jednym z komentarzy dodanych ostatnio pojawiła się prośba o umieszczeniu postu na temat przyznanych w tym rozdaniu rezydentur.
Zacznę może od wyjaśnienia czym są owe "rezydentury". Młody lekarz zaraz po ukończonym stażu staje przed możliwością dalszego kształcenia i uzyskania tytułu specjalisty w danej dziedzinie medycyny. Jedną z możliwych dróg osiągnięcia tego jest bardzo dobre napisanie LEKu (Lekarski Egzamin Krajowy) i dostanie się na miejsce rezydenckie, które jest przyznawane przez Ministerstwo Zdrowia dwa razy do roku. Następnie lekarz rezydent jednocześnie pracuje w szpitalu oraz poszerza swoją wiedzą w wąskim zakresie medycyny np.na temat kardiologii, chirurgii, neurologii. Po około 5 latach (poszczególne specjalizacje mają różne okresy trwania) lekarz zdaje tzw.PES (Państwowy Egzamin Specjalizacyjny), po którym uzyskuje tytuł specjalisty (i może dopisać do pieczątki dodatkowe słowo np.pediatria).
Wydawać by się mogło, że zapotrzebowanie w Polsce na specjalistów jest ogromne, a co za tym idzie Państwo powinno umożliwiać młodym lekarzom kształcenie po studiach. Nic bardziej mylnego. Z każdym rokiem miejsc na rezydenturę jest coraz mniej, a kolejki do lekarzy specjalistów coraz dłuższe. Część lekarzy wyemigrowała, cześć odchodzi wkrótce na emerytury. Państwo szuka możliwości skrócenia kolejek, a nie pomyśli o zwiększeniu liczby miejsc rezydenckich. Pani premier obiecuje w przyszłym rozdaniu taką ilość miejsc, która odpowie liczbie absolwentów. Cóż z tego jeśli powtórzy się sytuacja np.z tego roku, gdzie miejsc na ortopedię było multum, a dermatologia czy okulistyka znajdowała się na szarym końcu. Nie każdy ma odpowiednie predyspozycje do bycia zabiegowcem, potrzebna jest zarówno wytrzymałość psychiczna jak i tężyzna fizyczna. Drobna dziewczyna, która nie ma siły odkręcić słoika nie odnajdzie się na oddziale ortopedii, gdzie trafi się jej pacjent ważący 130 kilogramów ze złamaną szyjką kości udowej.
Photo credit: partymonstrrrr / Foter / CC BY-NC-ND
Czasami wysoki wynik LEKu nie gwarantuje odnalezienia miejsca zatrudnienia.
Załóżmy hipotetyczną sytuację - młody lekarz Janek Kowalski pisze genialnie egzamin na ponad 90%. Chce zostać dermatologiem w województwie np.lubelskim, gdyż ma tutaj najbliższą rodzinę. Gdy pojawia się wykaz wolnych miejsc na rezydenturę nasz Janek Kowalski załamuje się, gdyż okazuje się, że w jego województwie nie przyznano w ogóle rezydentur na wymarzoną specjalizację. Zostaje postawiony pod ścianą.
Ma przed sobą cztery możliwości:
1.) składa podanie do innego województwa, wyjeżdża na drugi koniec Polski i zostawia ciężko chorą matkę samą w domu. W końcu będzie ją zawsze mógł odwiedzić z raz na miesiąc...
2.) składa na inną specjalizację. Po pewnym czasie przekonuje się, że jednak kompletnie się w niej nie odnajduje. Jest to gotowa droga do wypalenia zawodowego.
3.) czeka na kolejne rozdanie i zasila rzesze bezrobotnych w Polsce lub zatrudnia się w Biedronce
4.) idzie na wolontariat, czyli pracuje przez 5 lat za darmo, by móc robić specjalizację. Dalej mieszka u rodziców, którzy dają mu co miesiąc kieszonkowe na kino.
Czy któraś z tych opcji jest satysfakcjonująca dla Janka Kowalskiego? Nie sądzę...
Rezydentura jest szansą na rozwój, a jednocześnie zapewnia stałą pensję i pozwala wreszcie na usamodzielnienie.
Czy coś się zmieni w naszym Państwie w najbliższych latach? Nie sądzę. Rząd wymyśla coraz to nowsze ustawy, które mają utrudnić życie młodych lekarzy. Ale o nowych pomysłach rządu w kolejnym poście :)
http://kaczoland.pl/
Zacznę może od wyjaśnienia czym są owe "rezydentury". Młody lekarz zaraz po ukończonym stażu staje przed możliwością dalszego kształcenia i uzyskania tytułu specjalisty w danej dziedzinie medycyny. Jedną z możliwych dróg osiągnięcia tego jest bardzo dobre napisanie LEKu (Lekarski Egzamin Krajowy) i dostanie się na miejsce rezydenckie, które jest przyznawane przez Ministerstwo Zdrowia dwa razy do roku. Następnie lekarz rezydent jednocześnie pracuje w szpitalu oraz poszerza swoją wiedzą w wąskim zakresie medycyny np.na temat kardiologii, chirurgii, neurologii. Po około 5 latach (poszczególne specjalizacje mają różne okresy trwania) lekarz zdaje tzw.PES (Państwowy Egzamin Specjalizacyjny), po którym uzyskuje tytuł specjalisty (i może dopisać do pieczątki dodatkowe słowo np.pediatria).
Wydawać by się mogło, że zapotrzebowanie w Polsce na specjalistów jest ogromne, a co za tym idzie Państwo powinno umożliwiać młodym lekarzom kształcenie po studiach. Nic bardziej mylnego. Z każdym rokiem miejsc na rezydenturę jest coraz mniej, a kolejki do lekarzy specjalistów coraz dłuższe. Część lekarzy wyemigrowała, cześć odchodzi wkrótce na emerytury. Państwo szuka możliwości skrócenia kolejek, a nie pomyśli o zwiększeniu liczby miejsc rezydenckich. Pani premier obiecuje w przyszłym rozdaniu taką ilość miejsc, która odpowie liczbie absolwentów. Cóż z tego jeśli powtórzy się sytuacja np.z tego roku, gdzie miejsc na ortopedię było multum, a dermatologia czy okulistyka znajdowała się na szarym końcu. Nie każdy ma odpowiednie predyspozycje do bycia zabiegowcem, potrzebna jest zarówno wytrzymałość psychiczna jak i tężyzna fizyczna. Drobna dziewczyna, która nie ma siły odkręcić słoika nie odnajdzie się na oddziale ortopedii, gdzie trafi się jej pacjent ważący 130 kilogramów ze złamaną szyjką kości udowej.
Photo credit: partymonstrrrr / Foter / CC BY-NC-ND
Czasami wysoki wynik LEKu nie gwarantuje odnalezienia miejsca zatrudnienia.
Załóżmy hipotetyczną sytuację - młody lekarz Janek Kowalski pisze genialnie egzamin na ponad 90%. Chce zostać dermatologiem w województwie np.lubelskim, gdyż ma tutaj najbliższą rodzinę. Gdy pojawia się wykaz wolnych miejsc na rezydenturę nasz Janek Kowalski załamuje się, gdyż okazuje się, że w jego województwie nie przyznano w ogóle rezydentur na wymarzoną specjalizację. Zostaje postawiony pod ścianą.
Ma przed sobą cztery możliwości:
1.) składa podanie do innego województwa, wyjeżdża na drugi koniec Polski i zostawia ciężko chorą matkę samą w domu. W końcu będzie ją zawsze mógł odwiedzić z raz na miesiąc...
2.) składa na inną specjalizację. Po pewnym czasie przekonuje się, że jednak kompletnie się w niej nie odnajduje. Jest to gotowa droga do wypalenia zawodowego.
3.) czeka na kolejne rozdanie i zasila rzesze bezrobotnych w Polsce lub zatrudnia się w Biedronce
4.) idzie na wolontariat, czyli pracuje przez 5 lat za darmo, by móc robić specjalizację. Dalej mieszka u rodziców, którzy dają mu co miesiąc kieszonkowe na kino.
Czy któraś z tych opcji jest satysfakcjonująca dla Janka Kowalskiego? Nie sądzę...
Rezydentura jest szansą na rozwój, a jednocześnie zapewnia stałą pensję i pozwala wreszcie na usamodzielnienie.
Czy coś się zmieni w naszym Państwie w najbliższych latach? Nie sądzę. Rząd wymyśla coraz to nowsze ustawy, które mają utrudnić życie młodych lekarzy. Ale o nowych pomysłach rządu w kolejnym poście :)
http://kaczoland.pl/
Subskrybuj:
Posty (Atom)


