Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2015

Odpał po dopalaczach

Trafiłam dzisiaj na filmik w necie o tym, jak w jednym z polskich miast nastolatek po zażyciu dopalaczy wskakuje na dachy aut i je niszczy. To tylko jeden z przykładów co głupiego można po nich wyczyniać. Słyszałam o samobójstwach, przebieganiu na drugą stronę autostrady tuż przed nadjeżdżającymi ciężarówkami, halucynacjach (pod spodem przykład ciekawego hehe)

Skład dopalaczy ulega ciągłym zmianom, gdyż producenci chcą ominąć zakazy antynarkotykowe. Przez to lekarze nie wiedzą z czym mają do czynienia i trudniej znaleźć odpowiednią odtrutkę. Sięgają głównie po nie nastolatkowie zachęcani przez kolegów, a nie ostrzegani przez sprzedawców. "Przecież to nie narkotyki" - możemy usłyszeć. Bullshit! To narkotyk jak kokaina czy amfetamina. 
Wywołują zagrożenie dla życia. Przykładowe działania niepożądane to oczopląs, szczękościsk, wymioty, a nawet zawał i udar. Nie rozumiem, iż nadal można je bez problemu kupić np. w internecie. Producenci bronią się, iż sprzedają jedynie pozycje dla kolekcjonerów. To czemu sadzonki marihuany nie są sprzedawane dla ogrodników? 
Znalazłam sklep wysyłkowy z opakowaniami mefedronu. Czemu nie zajmie się tym policja? 
Dla osób nieznających tej substancji krótkie wyjaśnienie. 
Mefedron to całkiem nowa na rynku fajniutka substancja. Wywołuje miłe uczucie pobudzenia, euforii, podniecenia. Żyć nie umierać. Ale zaraz, zaraz. Jest też druga strona medalu. Mefedron podnosi ciśnienie, silnie uzależnia, jest neurotoksyczny, może wywołać halucynacje, zaburzenia pamięci i udar. Trudniej znaleźć Tic-Taci z Minionkami niż saszetki z mefedronem (na przykład mi się nie udało...smuteczek...).

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Smaczki z życia stażystki - część 5

Starsza pacjentka do lekarza przy wypisie:
-Jest Pan moim dłużnikiem!
- Chyba odwrotnie się mówi - zripostował doktor
- Nie, nie wiem co mówię. To Pan jest moim dłużnikiem!
- Do czego to doszło, że lekarz jest dłużnikiem pacjenta :)

-------------------------------------------------------------------------------------------

"Rauchu-ciach i babkę w piach" - czyli ulubione powiedzonko znajomych lekarzy :)

------------------------------------------------------------------------------------------

I mały smaczek ze szpitala psychiatrycznego:

"Pani doktor proszę posmarować ręce tym balsamem. Dała mi go Matka Przenajświętsza dzisiaj w nocy i powiedziała, że ktokolwiek się nim nasmaruje ten pójdzie do nieba".

niedziela, 3 maja 2015

Nikt nie mówił, że będzie łatwo

Życie to nie bajka, a ja nie jestem księżniczką mieszkającą w pięknym zamku na wzgórzu. Życie jest niesprawiedliwe i pełne niespodziewanych zwrotów akcji gorszych niż w filmach. Niestety mnie zaskoczyło w najmniej spodziewanym momencie. W momencie, gdy wszystko układało się jak w bajce. Cudowny staż, sami zadowoleni wyleczeni pacjenci, satysfakcja z pracy, kochany Narzeczony, wspaniała wspierająca rodzina, przygotowania do ślubu.

Od pewnego czasu pojawiam się w szpitalu nie tylko jako lekarz, ale jako rodzina pacjenta. Bardzo mi bliskiego pacjenta, członka rodziny, który dla mnie znaczy niesamowicie dużo.

Do mojej rodziny przydreptał brzydki stawonóg ze szczypcami, które zaatakowały dodatkowo węzły chłonne. Czeka nas długa walka, ale nie poddam się. Muszę być ostoją, która będzie wsparciem psychicznym dla reszty. Mój wrodzony stoicyzm bywa czasem pomocny na przykład, gdy inni pogrążeni we smutku użalają się i płaczą, a ja wtedy załatwiam kolejne badania i rozplanowuję terminy spotkań z lekarzami, ale i mi bywa ciężko, chociaż tego staram się nie okazywać na zewnątrz.

Wizyty w szpitalu po "drugiej stronie mocy" nie są wcale takie fajne i przyjemne jak je odbierałam do tej pory. Mimo, iż starałam się zawsze wszystkich pacjentów traktować najlepiej jak potrafię to zupełnie inne emocje targają mną, gdy przychodzę "po cywilnemu" do mojego najbliższego członka rodziny.

Walka ze skorupiakiem się dopiero zacznie i wiem, że będzie ciężko, ale muszę się uśmiechać, by nie zdołować mojego kochanego "pacjenta". Nastawienie psychicznie jest bardzo ważne. Nie mam dużego doświadczenia w zawodzie, ale widzę, że wiara w wyzdrowienie naprawdę może przenosić góry. Nie wolno dopuszczać do siebie myśli o porażce i przegranej. Wiem, że wygramy i pokonamy bezduszne statystyki. To tylko liczby, a ja mam do czynienia z niesamowicie silnym człowiekiem, który chce wyzdrowieć i dożyć do mojego ślubu, obserwować jak będą rosły moje dzieci i zdążyć mnie nauczyć całej swojej mądrości i doświadczenia życiowego.




                                                                                        www.yonia.net

www.etsy.com



>>><<<Na koniec ważne przesłanie>>><<<

Pamiętajcie o badaniach profilaktycznych! Namawiajcie swoich rodziców, dziadków, rodzeństwo by się badali. Czasami zwykła morfologia może pomóc we wczesnym wykryciu choroby.

Oto lista najważniejszych badań o jakich należy pamiętać:

1. Mammografia
Raz na dwa lata w wieku od 50 do 69 roku życia.
2. USG piersi
Do 40 roku życia raz w roku.
3. Cytologia ginekologiczna
Najlepiej co roku. Refundowana jest raz na 3 lata.
3. Kolonoskopia
Refundowana jest między 50, a 65 rokiem życia, dla osób, u których krewny I stopnia miał raka jelita grubego w wieku od 40 do 65 r. ż, a dla osób obciążonych genetycznie – w wieku od 25 do 65 r. ż. 
Dla osób nieobciążonych nie ma wskazań do wykonywania kolonoskopii częściej niż raz na 10 lat.
4. Badanie PSA (mężczyźni)
Najlepiej raz na kilka lat od 40 roku życia  lub według wskazań urologa.
5. RTG płuc
raz na dwa lata u wszystkich dorosłych, zaś u palaczy raz w roku
6. Morfologia krwi
raz na rok
7. Glukoza we krwi żylnej na czczo
raz w roku
8. Lipidogram
raz na 3 lata
9. Pomiar ciśnienia tętniczego krwi
co najmniej raz w roku
10. Wizyta u dentysty
raz na pół roku
11.  Badanie ogólne moczu
raz w roku
12. Densytometria
raz na dwa lata po 40 roku życia
13.  USG jamy brzusznej
raz na 3 lata
14.  EKG
raz na 3 lata
15.  Gastroskopia
od 40 r.ż raz na 5-10 lat lub według wskazań
16.  Badanie okulistyczne
raz na 3 lata, raz w roku u osób noszących okulary
17. Samobadanie piersi
raz w miesiącu

sobota, 11 kwietnia 2015

Jak dorosnę, to zostanę detektywem

Dzisiaj post z nowej serii, która ma na celu przybliżyć Wam specjalizacje lekarskie. 
Na pierwszy rzut idzie jedna ze specjalizacji, które mnie interesują. 


Medycyna sądowa. Gdy na 6 roku szykowałam się na 1-sze zajęcia i zagłębiłam się w akty prawne, które nas obowiązują, czytałam o sekcjach zwłok i jak się je wykonuje, o oględzinach na miejscu zdarzenia, powoływaniu biegłego przez prokuratora czy sędziego nie sądziłam, że wpadnę po uszy! Przypomniały mi się stare dobre czasy, gdy oglądałam po nocach z wypiekami na twarzy "Kryminalne zagadki Nowego Yorku", "Las Vegas" czy "Miami" (w ogóle zauważyliście, że każdy z tych seriali był zrealizowany w 1 odcieniu kolorystycznym? Niebieskim, zielonym i żółtym? Ciekawy zabieg reżysera :). Praca lekarza medycyny sądowej może być niezwykle interesująca. Jest on detektywem, który bada kawałek po kawałku, narząd po narządzie denata i szuka przyczyny jego śmierci. Bada okoliczności w jakich doszło do zgonu. Pomoc lekarza tej specjalności może okazać się niezbędna do wsadzenia za kratki sprawcy przestępstwa. Ale nie tylko. Lekarz medycyny sądowej dzięki swej wiedzy i zdobyczom technologii może pomóc w identyfikacji zwłok, rozkawałkowanego ciała czy też jedynie samego znalezionego po latach szkieletu. To zabawne, że na podstawie zębów możemy ocenić wiek, na podstawie długości kości - wzrost, a na podstawie budowy miednicy określić płeć.
Ludzie ciało jest jedną wielką zagadką. To jeden z powodów, dla których zdecydowałam się zostać lekarzem, ponieważ człowiek, złożoność jego budowy i wiele nieodkrytych wciąż możliwości naszego mózgu mnie niesamowicie fascynuje.

Można powiedzieć, iż lekarz każdej specjalizacji jest swoistym detektywem, który patrząc na dziwne szlaczki na EKG, czarno-białe plamy na USG czy jakieś wartości liczbowe na wynikach morfologii, szuka przyczyny choroby. Docieka, zagłębia się w temacie. Szuka sprawcy całego zamieszania. Wadliwego mechanizmu, który zaburza homeostazę, w której do tej pory żyliśmy. A gdy znajdzie "winnego" i się go pozbędzie odczuwa się satysfakcję nie do opisania. 

Na koniec zachęcam Was do obejrzenia kilku odcinków któregoś z "CSI", gdyż uważam, że ten serial jest naprawdę dobry i mimo trudnego tematu ogląda się go miło. I nie jest tak ciężki jak np. polski serial "Glina", który również opowiada o pracy policji i współpracujących z nimi lekarzy. Dla mnie jednak był on zbyt mroczny, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że był bardzo dobrze zrealizowany.

                                                                                                                                                    www.fanpop.com

środa, 11 marca 2015

Smaczki z życia stażystki - część 4


Razem z Doktorem jestem na stażu z anestezjologii. Pielęgniarki wiozą na łóżku na salę operacyjną pacjenta (dodam kluczowe zdanie - był to mężczyzna).
Doktor podchodzi do pielęgniarek i nie spojrzawszy na łóżko pyta:
"Na ginekologię Panie wiozą pacjenta?"
Wystraszona mina pana bezcenna :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Idę zbadać pacjentkę. Ona na mój widok (wyglądam dość młodo jak na swój wiek):

"To teraz taka bieda w służbie zdrowia, że brakuje lekarzy i zatrudniają studentów do badania?"

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Idąc z dwoma koleżankami korytarzem szpitala spotkałam swojego opiekuna z poprzedniego stażu. Zatrzymał nas, spojrzał i powiedział:

"Witam moją byłą dziewczynę (patrząc na mnie), moją obecną dziewczynę (patrząc na koleżankę, która aktualnie odbywa staż u niego) i... (w tym momencie rzucił spojrzenie na moją drugą koleżankę) - moją przyszłą dziewczynę! Ja to się umiem w życiu ustawić".




                                                                                                                                            http://charlieweingroff.com/

środa, 18 lutego 2015

LEK- vol.2

LEK zbliża się nieubłagalnie. Stres jest mniejszy niż przed poprzednim egzaminem, gdyż papierek, że go zdałam już mam, wynik jest całkiem satysfakcjonujący, ale by mieć większą pewność odnośnie szans na rezydenturę miło by było gdyby jakieś punkty jeszcze wpadły :)

Do tego egzaminu uczy mi się dużo ciężej niż do wrześniowej edycji. Wracając ze szpital do domu wieczorem, po 8 godzinach pracy, gdzie czasami nie ma czasu zjeść cokolwiek, padałam do łóżka i marzyłam jedynie o śnie. Niestety staż i obowiązkowe dyżury nie sprzyjają nauce i ciężko pogodzić wszystko ze sobą. Resztkami sił próbuję czytać po kilka stron dziennie, ale nie zawsze udaje mi się do tego zmobilizować. 

Wierzę jednak, że nie ulotniła mi się cała zdobyta przez te 6 lat wiedza.

                                                                                                         www.chiasuanchong.files.wordpress.com

Staż i nauka do LEKu jest przedsmakiem dalszego prawdziwego życia lekarza. Obawiam się, że potem może być niestety tylko gorzej, gdyż obowiązki się napiętrzą, a czasu nie będzie wcale więcej. Zawód ten wymaga ustawicznego dokształcania się, pogłębiania wiedzy, czytania o nowościach, by lepiej i efektywniej pomagać pacjentom. Nie można jednak zapomnieć, iż nie samą medycyną lekarz żyje (może wydaje się to dziwne dla niektórych :) ) i ma rodzinę i zainteresowania poza przepisywaniem leków i zastanawianiem się które są na R, a które na 100%.

Lekarz musi umieć godzić pracę w szpitalu, nocne dyżury oraz ciągłą naukę gotowaniem, sprzątaniem , odrabianiem lekcji z dziećmi, odbieraniem ich z przedszkola, chodzeniem na wywiadówki oraz spędzaniu czasu z mężem/żoną. Niestety wielu nie potrafi znaleźć złotego środka i prowadzi to do zaniedbań na jednym z gruntów. Albo zawodowym albo rodzinnym. Z moich obserwacji wynika, iż jednak częściej lekarze poświęcają dom dla swoich pacjentów. Iluż to znam rozwodników, którzy na studiach byli wielce zakochani, a gdy przyszła szara rzeczywistość i harówka w szpitalu zabrakło czasu na pielęgnowanie miłości.

Ja wciąż (może naiwnie) wierzę, iż uda mi się wszystko pogodzić. Ba! Nawet znajdę czas dla siebie i wyskoczę raz w miesiącu do kosmetyczki czy na babskie spotkanie z przyjaciółkami, a w tym czasie mój mąż zajmie się dziećmi. Czas pokaże czy moja optymistyczna wizja przyszłości się zrealizuje. Tymczasem otwieram kolejny rozdział książek do LEKu.

                                                                                                                                                      www.aol.com

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Blue Monday

Bilans ostatnich tygodni:

1.) kilka założonych cewników
2.) kilka zdjętych cewników
3.) kilka zdjętych drenów
4.) niezliczona ilość operacji, przy których asystowałam


czyli chirurgia pełną parą :)

                                                                                                                                         www.gazeta.pl

Oddział, na którym teraz jestem jest bardzo wyczerpujący fizycznie i psychicznie.

Fizycznie, gdyż stanie przez 4 godziny przy stole operacyjnych podczas operacji np.usuwania esicy do najprzyjemniejszych nie należy. Widoki może i ciekawe, nowe doświadczenia nabyte, jednak mój kręgosłup nie podziela mojej radości i prosi o odpoczynek.

Wyczerpanie psychicznie spowodowane jest z kolei faktem dużej swobody działania i brania odpowiedzialności za nasze decyzje, mimo, iż to dopiero staż. Mam swoich pacjentów, salę którą prowadzę. Wypisuję im leki, wystawiam skierowania, przygotowuję wypisy i wystawiam "L4". Oczywiście pod nadzorem lekarza-opiekuna, który czeka jednak na gotowe i stempluje się jedynie na podstawionych pod sam nos wypełnionych drukach.

Na stażu nie mam jeszcze wielu uprawnień m.in. do wypisywania recept, zwolnień ZUS-ZLA, z tego też powodu muszę korzystać z pieczątki lekarzy z dłuższym stażem.

Dodatkowym pesymistycznym czynnikiem jest charakter oddziału, na jakim teraz pracuję. Większość stanowią pacjenci z zaawansowaną chorobą nowotworową, u wielu z nich stosujemy jedynie chirurgiczne leczenie paliatywne.

Dzisiaj według psychologów jest najsmutniejszy dzień w roku - tzw. "Blue Monday".
Wyczerpana po kolejnym pełnym wrażeń w dniu pracy, przypominając sobie moich schorowanych pacjentów, którzy oczekują na operacje, naprawdę myślę, iż łatwo można wpaść w dołek.

Ale czy dzisiejszy dzień jest gorszy niż wczorajszy czy jutrzejszy? A może wcale nie był taki zły? Czy nie można spojrzeć na wszystko z bardziej optymistycznej strony, że operacje, które stosujemy chociaż czasem jedynie paliatywne, to jednak poprawiają komfort życia i nie odbierają nadziei na wyzdrowienie? Czy dobre słowo i uśmiech czasem nie znaczą więcej niż tysiąc pustych słów?

Przyglądając się bliżej Blue Monday dla mnie wcale nie był taki "blue". Mimo, iż był męczący i stresujący, a mój kręgosłup nadal boli, to wiem, że robię to wszystko w jakimś większym celu. I obym się nie myliła :)

                                                                                   https://pbs.twimg.com/profile_images/1850232000/BM-Logo.jpg

wtorek, 6 stycznia 2015

Smaczki z życia stażystki - część 3

Ja (J), Pacjent (P)


J - Mogę nadgarstek?
P - A co to?

-------------------------------------------------------------------------------------------------
P - W tym tygodniu tylko brałem antybiotyk.
J - A jaki?
P - Gripex...

------------------------------------------------------------------------------------------------
P - Na Pani widok ciśnienie idzie od razu 30 w górę. A potrzyma mnie Pani za rączkę w czasie mierzenia ciśnienia?

-----------------------------------------------------------------------------------------------
J - Zaraz zmierzę Panu ciśnienie.
P - Nie lubię tego, bo to boli.
J - Mierzenie ciśnienia boli?
P - Tak, bo ręka tak dziwnie pulsuje...


Mężczyźni są zdecydowanie "ciekawszymi" pacjentami :):):)


                                                                                                                                   www.dreamstime.com

wtorek, 23 grudnia 2014

Kolejki coraz dłuższe, rezydentur coraz mniej

W jednym z komentarzy dodanych ostatnio pojawiła się prośba o umieszczeniu postu na temat przyznanych w tym rozdaniu rezydentur.

Zacznę może od wyjaśnienia czym są owe "rezydentury". Młody lekarz zaraz po ukończonym stażu staje przed możliwością dalszego kształcenia i uzyskania tytułu specjalisty w danej dziedzinie medycyny. Jedną z możliwych dróg osiągnięcia tego jest bardzo dobre napisanie LEKu (Lekarski Egzamin Krajowy) i dostanie się na miejsce rezydenckie, które jest przyznawane przez Ministerstwo Zdrowia dwa razy do roku. Następnie lekarz rezydent jednocześnie pracuje w szpitalu oraz poszerza swoją wiedzą w wąskim zakresie medycyny np.na temat kardiologii, chirurgii, neurologii. Po około 5 latach (poszczególne specjalizacje mają różne okresy trwania) lekarz zdaje tzw.PES (Państwowy Egzamin Specjalizacyjny), po którym uzyskuje tytuł specjalisty (i może dopisać do pieczątki dodatkowe słowo np.pediatria).

Wydawać by się mogło, że zapotrzebowanie w Polsce na specjalistów jest ogromne, a co za tym idzie Państwo powinno umożliwiać młodym lekarzom kształcenie po studiach. Nic bardziej mylnego. Z każdym rokiem miejsc na rezydenturę jest coraz mniej, a kolejki do lekarzy specjalistów coraz dłuższe. Część lekarzy wyemigrowała, cześć odchodzi wkrótce na emerytury. Państwo szuka możliwości skrócenia kolejek, a nie pomyśli o zwiększeniu liczby miejsc rezydenckich. Pani premier obiecuje w przyszłym rozdaniu taką ilość miejsc, która odpowie liczbie absolwentów. Cóż z tego jeśli powtórzy się sytuacja np.z tego roku, gdzie miejsc na ortopedię było multum, a dermatologia czy okulistyka znajdowała się na szarym końcu. Nie każdy ma odpowiednie predyspozycje do bycia zabiegowcem, potrzebna jest zarówno wytrzymałość psychiczna jak i tężyzna fizyczna. Drobna dziewczyna, która nie ma siły odkręcić słoika nie odnajdzie się na oddziale ortopedii, gdzie trafi się jej pacjent ważący 130 kilogramów ze złamaną szyjką kości udowej.


                                                                        Photo credit: partymonstrrrr / Foter / CC BY-NC-ND


Czasami wysoki wynik LEKu nie gwarantuje odnalezienia miejsca zatrudnienia.
Załóżmy hipotetyczną sytuację - młody lekarz Janek Kowalski pisze genialnie egzamin na ponad 90%. Chce zostać dermatologiem w województwie np.lubelskim, gdyż ma tutaj najbliższą rodzinę. Gdy pojawia się wykaz wolnych miejsc na rezydenturę nasz Janek Kowalski załamuje się, gdyż okazuje się, że w jego województwie nie przyznano w ogóle rezydentur na wymarzoną specjalizację. Zostaje postawiony pod ścianą.

Ma przed sobą cztery możliwości:
1.) składa podanie do innego województwa, wyjeżdża na drugi koniec Polski i zostawia ciężko chorą matkę samą w domu. W końcu będzie ją zawsze mógł odwiedzić z raz na miesiąc...
2.) składa na inną specjalizację. Po pewnym czasie przekonuje się, że jednak kompletnie się w niej nie odnajduje. Jest to gotowa droga do wypalenia zawodowego.
3.) czeka na kolejne rozdanie i zasila rzesze bezrobotnych w Polsce lub zatrudnia się w Biedronce
4.)  idzie na wolontariat, czyli pracuje przez 5 lat za darmo, by móc robić specjalizację. Dalej mieszka u rodziców, którzy dają mu co miesiąc kieszonkowe na kino.

Czy któraś z tych opcji jest satysfakcjonująca dla Janka Kowalskiego? Nie sądzę...
Rezydentura jest szansą na rozwój, a jednocześnie zapewnia stałą pensję i pozwala wreszcie na usamodzielnienie.

Czy coś się zmieni w naszym Państwie w najbliższych latach? Nie sądzę. Rząd wymyśla coraz to nowsze ustawy, które mają utrudnić życie młodych lekarzy. Ale o nowych pomysłach rządu w kolejnym poście :)

                                                                                                                                       http://kaczoland.pl/

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Smaczki z życia stażystki - część 2

Ja (J), Pacjent (P)



J - Kiedy była ta operacja?
P - A wie Pani Doktor...wtedy co Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Stanach... Pamięta Pani kiedy, bo mi rok wyleciał z głowy?
J - Tiaaaaa....

--------------------------------------------------------------------------------------------------

P - Jaką specjalizację będzie Pani robiła?
J - Jeszcze się waham. Czemu Pan pyta?
P - Gdyż nie wiem na co zachorować, bym mógł Panią Doktor co tydzień w gabinecie odwiedzać.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

P - Gdzie Pani przyjmuje prywatnie? Ma Pani wizytówkę?

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Robiąc w gabinecie spirometrię:

J - Niech Pan tak szybko nie oddycha, bo Pan zemdleje...
P - Niech mnie Pani nie zachęca!!!
J - Słucham???
P - Bo jak zemdleję, to będzie mnie Pani cucić i robić usta-usta, więc tym bardziej będę szybko oddychać :)


                                                                                                                                  http://i.stack.imgur.com/

środa, 3 grudnia 2014

Smaczki z życia stażystki

Smaczki z życia stażysty :)

Ja (J), Pacjentka (P)

J - Jakie leki Pani przyjmuje?
P - Tylko Furosemid, bo mam przewlekłe zapalenie oskrzeli

Facepalm...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
J (Ja), Pacjent (P)

J - Zmierzę teraz Panu ciśnienie...
P - Oj, przy takiej Pani Doktor to obawiam się, że będzie bardzo wysokie...
J - Zaraz się przekonamy.
P- Bo wie Pani Doktor, ja kawy nie pijam, więc to nie wina kawy, że będzie wysokie. Ale z Panią to mógłbym i kawę zacząć pić. I nawet papierosy bym dla Pani rzucił.

Facepalm...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kultowy tekst powtarzany nagminnie na wszelkich oddziałach zabiegowych.
J (Ja), Pan Doktor (PD)
PD - Pani Doktor wie do kogo podobna jest kobieta, która jest chirurgiem?
J - ???
PD - Jest jak świnka morska - ani nie świnka, ani nie morska.

Facepalm....

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 22 września 2014

Wrażenia po LEKu

Swoją nieobecność na blogu mogę wytłumaczyć przygotowaniami do LEKu. Postanowiłam nie poświęcić na to całym wakacji, które są ostatnimi w moim życiu, ale jednak trochę poczytać i przypomnieć sobie podstawy, by całkiem zielona nie pojawić się na auli.

Cała otoczka egzaminu zapowiadała się bardziej przerażająca niż się okazało. Po przeczytaniu regulaminu, iż przez cały test (który trwa 4 godziny) można tylko 1 raz opuścić salę z potrzeb fizjologicznych, zakaz spożywania jakichkolwiek napoi, batoników, nawet zakaz posiadania chusteczek higienicznych, przyznaję - troszkę się zestresowałam. W praktyce okazało się, że nie dość, że można do łazienki wychodzić bez asysty przewodniczącego komisji, to można jeszcze jeść i pić do do woli. Stres jednak okazał się silniejszy i nic nie tknęłam od rana. Miałam podejść do tego terminu na luzie, ale łatwo powiedzieć...

Czułam się jak na maturze. Wielka aula na 1000 osób, zakodowane karty odpowiedzi, zapieczętowane książeczki z pytaniami, wokół mnie na galowo ubrani koledzy i koleżanki, tegoroczni absolwenci jak i aktualni stażyści czy też lekarze, którzy chcieli poprawić swój wynik.
Po tylu godzinach siedzenia przy stoliku, wytężania szarych komórek i zakreślania małych krateczek niczym Toto-Lotka, wróciłam do domu pozbawiona wszelkich sił.

Egzamin był dość trudny. Niektóre pytania banalnie łatwe, inne zaś tak dziwnie skonstruowane, że nawet znając prawidłową odpowiedź można było się pogubić.

Wyniki za tydzień. Mam cichą nadzieję na zdanie, ale nie chcę wybiegać ze swoimi oczekiwaniami zbyt do przodu. Myślę, że dopiero, gdy wejdę na stronę internetową CEMu i zobaczę swoją punktację, będę mogła ochłonąć.

                                                                   Photo credit: COCOEN daily photos / Foter / CC BY-NC-SA


Może nie wszyscy z Was wiedzą, ale po skończeniu studiów lekarze mają ograniczone prawo wykonywania zawodu. Wiąże się to z tym, iż nie można nam przepisywać recept, wydawać skierowań, samodzielnie zlecać badań, prowadzić praktyki prywatnej itd.
Podsumowując - nie możemy praktycznie nic :)

Aby uzyskać pełne prawo wykonywania zawodu i stać się prawdziwymi lekarzami z krwi i kości musimy spełnić 2 warunki:
1.) Zdać Lekarski Egzamin Krajowy (LEK)
2.) Ukończyć 13-miesięczny staż

Mam nadzieję, że 1 warunek spełnię już niedługo. Drugi zacznę realizować od 1 października. Póki co jestem w trakcie załatwiania formalności, "papierologii", badań i innych spraw, które zabierają mi ostatnie dni wakacji.

Trzymajcie kciuki za wyniki z LEKu, a ja tymczasem z miną śpiącego i zmęczonego fenka z fotki poniżej, włączam kolejny odcinek "Elementary" :)


                                                                    Photo credit: Tambako the Jaguar / Foter / CC BY-ND

wtorek, 26 sierpnia 2014

Czas na LEK???

Jeździmy z jednego krańca Polski na drugi, odwiedzamy dawno niewidzianych przyjaciół, plażujemy, zwiedzamy, czytamy książki, które czekały grzecznie na półce aż zdamy wszystkie egzaminy, gramy w Scrabble i Monopoly, nadrabiamy zaległości filmowe - jednym słowem "wakacjujemy" z Doktorem pełną parą.

Wszystko co piękne powoli się kończy i nieubłagalnie zbliżamy się do końca tych ostatnich w życiu wakacji. 20 września nadejdzie "chwarny dzień" i będziemy musieli zmierzyć z naszym największym wrogiem. Dwustoma pytaniami...LEK, bo o nim mowa, czyli Lekarski Egzamin Krajowy dla niewtajemniczonych jest to test z całej wiedzy, jaką zdobyliśmy podczas naszej 6-letniej edukacji na Uniwersytecie Medycznym. Choć ten wrześniowy zaraz po studiach nie jest tak stresujący jak ten kolejny (od wyniku którego zależy jaką specjalizację będziemy mogli wybrać), to wypadałoby zerknąć trochę w książki i rozruszać z powrotem nasze mózgownice, które wyparły takie słowa jak benzodiazepiny czy hippopotomonstroseskuipedaliofobia (nie uważacie, że to paradoks nazywać lęk przed długimi wyrazami takim oto określeniem? Mrugnięcie okiem od autora...).

Powoli kompletuję pozycje podane w wykazie literatury, szykuję stare testy z przykładowymi pytaniami i odpycham od siebie smutne myśli, że podejście do wrześniowego LEKu pozbawi mnie miesiąca wakacji.


Postanowiłam jednak się nie poddawać  złym przemyśleniom i opracować plan idealny, który pozwoli mi jednocześnie cieszyć się resztą wakacji i zacząć naukę do egzaminu. Podchodzę do niego z nastawieniem sprawdzenia się ile pamiętam po 6 latach i jak to w ogóle wygląda, by kolejna edycja była dla mnie przyjaźniejsza i dostarczyła takiej ilości punktów, by starczyły na wymarzoną specjalizację (muszę ją sobie jeszcze wymarzyć...). Nie zmienia to faktu, iż obawiam się pójścia na ten test po 3 miesiącach czytania gazet i erotyków dla kur domowych, które stały się mało pociągające dla mężów, starych panien czy samotnych nastolatek (nie zaliczam się co prawda do żadnej z tych grup, ale wciągnęłam się w tę prostą literaturę, która nie dostarczyła mi podniety intelektualnej jak "Zbrodnia i kara" czy "Potop", ale była idealnym odpoczynkiem dla moich zmęczonych szarych komórek i dostarczyła wystarczającej rozrywki na plaży podczas niepogody). Wracając do mego planu zakłada on poświęcenie połowy dnia na powrót do szarej rzeczywistości, wieczory zaś mam zamiar spędzać z mym Ukochanym, przyjaciółmi, kulturą (kino, teatr, książka itd.) oraz krótkimi wycieczkami. Nie mogę pozwolić sobie na zmarnowanie przez naukę tych wakacji :)

Jutro w ramach realizacji moich założeń wybieram się na "Kino Kobiet", gdzie oprócz konkursów z nagrodami, przekąsek, spędzenia czasu z moimi najbliższymi dziewczynami, odstresuję się przy komedii "Riwiera dla dwojga" z ulubionym aktorem mojej Mamy, Pierce Brosnan'em.

                                                                                           http://mlodzi.wroclaw.pl
                  

czwartek, 31 lipca 2014

Ostatnie wakacje

I stało się! Od ponad miesiąca jesteśmy z Doktorem oficjalnie lekarzami. Nie ukrywam, że było ciężko, a 6 rok dał nam nieźle w kość. Ale było warto się spiąć, zmobilizować do nauki, bo tym oto sposobem korzystamy z wakacji dłużej niż nasi koledzy, którzy obijali się w ciągu roku, a teraz muszą nadrabiać zaległości i zdawać egzaminy, które im pozostały do osiągnięcia wymarzonego tytułu.

Wakacje upływają sielsko-anielsko. Spanie do południa, nadrabianie zaległości towarzyskich, spotkania z przyjaciółmi, dla których nie było czasu przez wkuwanie wytycznych RKO. Kino, koncerty, wycieczki. Korzystamy na maxa, gdyż to nasze ostatnie wakacje. Perspektywa dwudziestu kilku dni urlopu jest przytłaczająca. My i tak mieliśmy przedłużoną młodość jako studenci, ponieważ studia medyczne trwają nie jak większość innych kierunków 5 lat, a aż 6. Moje przyjaciółki już od roku pracują albo co gorsza wspierają rzesze bezrobotnych, przeglądając codziennie ogłoszenia w poszukiwaniu wymarzonej pracy i rozsyłając CV. Podobno lekarzom bezrobocie nie grozi. Nie byłabym tego taka pewna. Owszem, na izbie czy na karetkach pewnie przyjmą i bez specjalizacji, ale nie widzę siebie - eterycznej szczupłej osóbki, która dojeżdża na miejsce masakry wypadku samochodowego i musi szybko udzielić pomocy rosłym mężczyznom. Nie do wszystkich zawodów człowiek jest stworzony, dlatego medycyna daje ten przeogromny wybór późniejszej drogi kształcenia się. Wydaje mi się, że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Druga strona medalu głosi, że co z tego, iż znajdzie, jak nie będzie wolnych miejsc specjalizacyjnych. Wtedy pozostaje darmowy wolontariat, ale czyż każdy z nas nie marzy o usamodzielnieniu się po tylu latach i nie proszeniu rodziców o kolejne wsparcie finansowe?

Staram się nie myśleć i nie stresować zbliżającą przyszłością, pracą, wrześniowym LEKiem. Teraz rozpoczynam pakowanie na kolejny wyjazd. W końcu to ostatnie wakacje, a na stresowanie przyjdzie jeszcze czas :)

Photo credit: ROSS HONG KONG / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-NC-SA 2.0)

środa, 21 maja 2014

Przemyślenia o 4 nad ranem "prawie absolwentki"

Coraz bliżej koniec. Parafrazując piosenkę ze znanego serialu już wkrótce będę mogła zaśpiewać "6 lat minęło jak jeden dzień...".
6 lat to kawał czasu. Ciężko będzie teraz odzwyczaić się od codziennej rutyny w postaci chodzenia do szpitala na zajęcia, powrotu do domu, spotkań z Ukochanym, nauki do późnej nocy i czekania z utęsknieniem na wakacje. Nie będzie już egzaminów i kolokwiów. Nawet legitymacji i zniżek studenckich nie będzie.
Teraz powstanie nowa rutyna w postaci chodzenia do pracy, powrotu do domu, zajmowania się w przyszłości dziećmi i mężem, nauką do późnej nocy i czekaniem z utęsknieniem na urlop. Nasze życie pędzi do przodu za szybko.
Pamiętam jakby to było wczoraj gdy przyszłam na mój pierwszy wykład z biologii. Wylękniona, w nowym mieście, nikogo nie znająca, nie wiedziałam czego się spodziewać. Wokół medycyny krążą mity, iż ludzie ją studiujący nie mają innego życia niż czytanie kolejnych książek i robienie notatek. Gdy poznałam studentów z mojego roku zmieniłam diametralnie zdanie na ten temat. Zamiast grupy kujonów z okularami -12D, poznałam wesołych lubiących się bawić i imprezowych ludzi, którzy nie planowali spędzić całych studiów pod stosem literatury medycznej.
Przyznaję, iż pierwsze miesiące były bardzo ciężkie, obkupione łzami i zarwanymi nocami. Nie wierzcie, gdy ktoś Wam powie, iż na medycynie jest lekko. Nie jest. Trzeba się uczyć... Dużo. Nic nie przychodzi za darmo. Ale te studia jak każde inne nie opierają się tylko na nauce. Wiadomo, że na innych kierunkach proporcja imprezowanie:nauka ma się jak 10:1, ale na medycynie też nie jest tak źle. Między wszystkimi kolokwiami, wkuwaniem regułek z biologii, łacińskich nazw mięśni, ich funkcji czy przyczepów pojawiały się imprezy, poznawanie nowego miasta, zawieranie nowych znajomości. Jeszcze w pierwszym miesiącu odbyła się słynna "fuksówka", czyli impreza integracyjna dla pierwszaków, na której wybawiłam się za wsze czasy i odreagowałam stres po ciężkich zajęciach z anatomii.
Czy żałuję wyboru tego kierunku? Nie zaprzeczę, że wielokrotnie przeklinałam swoją decyzję. Gdy słyszałam pod moim blokiem śpiewających studentów wracających z Juwenaliów, podczas gdy ja uczyłam się na kolejny egzamin, zalewała mnie fala goryczy. Ale po każdym zdanym egzaminie i 5 w indeksie wracałam szczęśliwa do domu. Szczęśliwa, że udowodniłam sobie i innym, że potrafię, szczęśliwa, że nauczyłam się czegoś nowego, czegoś co będę mogła wykorzystać w przyszłości, by pomóc innym.
Te studia zmieniają ludzi. Po zdanym egzaminie z anatomii już nigdy nie spojrzycie na drugą osobę tak samo :) Pogłębi się to po zajęciach z medycyny sądowej i patomorfologii, gdy będziecie na sekcji "świeżych preparatów" :)
Jeśli idziecie na studia dla pieniędzy albo zmuszają Was do tego rodzice, bo to dobry i prestiżowy zawód - zawróćcie z tej drogi. Nie wytrzymacie psychicznie. Trzeba to w miarę lubić, by tu wytrzymać. Trzeba dużo poświęcić, by skończyć te studia. Wiadomo, może je skończyć byle jak, ledwie na 3, jak każde inne studia, ale po co? Jeśli chcemy coś robić, to róbmy to na maxa, wkładajmy w to całe swoje serce i oczekujmy efektów naszej pracy. Bylejakość nie jest fajna i nie prowadzi do niczego dobrego. Potem będziecie byle jakimi lekarzami z byle jaką pracą i byle jaką opinią o Was wśród pacjentów. Nie brzmi to dobrze :)

Za miesiąc kończę swoje studia z bagażem doświadczeń, totalnie odmieniona niż gdy przekroczyłam próg uczelni 6 lat temu. Odejdę z niej ze swoim Ukochanym, w którym tutaj się zakochałam, z przyjaciółmi, których tutaj poznałam, z wiedzą, którą tutaj zdobyłam. Czy będę tęsknić? Będę. Ale takie jest życie, że trzeba gnać do przodu i wierzyć, że to co nadejdzie będzie jeszcze lepsze :)

środa, 14 maja 2014

Kwitną kasztany, czyli powodzenia dla maturzystów



Dzisiaj ruszamy na blogu z nowym cyklem dotyczącym medycyny - a dokładnie odnośnie studiów i przyszłej pracy. Myślę, że przewodnik przyda się nie tylko osobom, które są jeszcze w liceum i wahają się jaką ścieżkę kariery wybrać, ale także innym, którzy są już humanistami, artystami czy wykonują każdy inny zawód świata, ale są ciekawi jak od podszewki wygląda życie studentów medycyny i młodych lekarzy.

W Internecie jest mało tego typu informacji, więc jeśli w rodzinie nie mamy lekarza, który opowiedziałby nam o studiowaniu, pojawia się problem.

Czy to rzeczywiście to co chcę robić w życiu? Czy trzeba się dużo uczyć? Cz studenci medycyny tylko ryją i świata poza książkami nie widzą?

Gdy za oknem widzimy kwitnące kasztany, wiemy iż dla maturzystów zbliżają się chwile grozy. Korzystając z okazji, iż mamy maj, uznałam że jest to dobry moment by zamieścić tutaj post na temat jak dostać się na Waszą wymarzoną medycynę.

Z tego co wiem, większość uczelni odchodzi teraz od fizyki jako kryterium kwalifikacyjnego. Czy to źle czy dobrze ciężko powiedzieć. Moim zdaniem fizyka była takim odsiewem przygłupów, którzy się nie nadają na te studia. Osoby, które już studiują albo skończyły popukają się w głowę i powiedzą "Ale po co ta fizyka? Potem jest jej na studiach o kant potłuc. Nawet na zajęciach z biofizyki się nie przydaje".
Zgodzę się z tym argumentem, jednak fizyka uczy myślenia. Myślenia syntetycznego, uczy jak wyciągać wnioski, uczy iż jedno wynika z drugiego, uczy pracy i systematyczności. Biologii może nauczyć się każdy. Wystarczy wkuć całą książkę jak wierszyk i ma się maturę w kieszeni. Chemia fifty-fifty, ale na ogół też łatwo ją ogarnąć. Co innego fizyka. Ją trzeba zrozumieć. Nauczenie się wzorów do niczego się nie przyda bez umiejętności myślenia i wykorzystania ich do rozwiązania zadań. Dlatego ja pozostanę uparcie w opozycji, która popierała fizykę na maturze jako kryterium dostania się na medycynę.

Kiedy zacząć naukę?
Systematyczność to podstawa. Po 6 latach medycyny zmienicie diametralnie swój pogląd na naukę. Będziecie w stanie ogarnąć książkę, która ma 600 stron w 3 dni i jeszcze zrobić z niej notatki. Pewnie teraz w to nie wierzycie, ale mózg naprawdę zaczyna lepiej pracować i szybciej przyswaja się wiedzę. Taka klapka otwiera się powoli, począwszy od 2-3 roku studiów, ale potem uczy się coraz łatwiej. Patrząc z perspektywy na maturę mogę powiedzieć, iż była ona moim najłatwiejszym egzaminem w porównaniu np.do anatomii, do której trzeba przeczytać kilka tomów słynnego Bochenka.
Dlatego NO STRESS! Potem będzie tylko gorzej - taki żarcik xD
A tak na serio - w liceum jeszcze nie umiemy się uczyć tak jak na studiach, więc potrzeba więcej czasu na przyswojenie materiału. Dlatego proponuje zacząć naukę od powiedźmy 2 klasy liceum, by potem w lutym nie obudzić się z ręką w nocniku :) A od kwietnia w 3 klasie to już w ogóle pełna mobilizacja i będzie dobrze :)

Jeśli naprawdę medycyna jest Waszym marzeniem warto się poświęcić, opuścić kilka imprez, by porobić testy maturalne. Na studiach nie raz ogarną Was wątpliwości czy warto było tyle tracić i sobie odmawiać, ale bez pracy nie ma kołaczy. Jeśli chce się coś osiągnąć trzeba na to zapracować.

P.S. Obecnym i przyszłym maturzystom życzę powodzenia!!!

                           a oto  STUDENT MEDYCYNY/MATURZYSTA NA ZAKUPACH :)

piątek, 9 maja 2014

Mikrodermobrazja - czy warto?

Mikrodermabrazja... - zabieg od kilku lat coraz popularniejszy. Spotykany w coraz większej ilości salonów kosmetyczki. Zachwalany przez dermatologów i kosmetyczki. Sprzedawany w promocyjnych cenach na grouponach i innego tego typu stronach. Pomaga? Owszem w wybranych przypadkach. Pamiętajmy, że jednak zawsze jest jakieś "ale" i nie dla każdego jest to dobry zabieg.
Oto kilka zdań, by przybliżyć Wam czym w rzeczywistości jest mikrodermabrazja, na czym polega, dla kogo jest skierowana i kto powinien jej unikać.

Mikrodermabrazja działa na zasadzie peelingu mechanicznego.
Polega ona na usunięciu warstwy rogowej naskórka, zanieczyszczeń oraz pobudzeniu jego odnowy. Można powiedzieć, że przyspiesza ona naturalny proces złuszczania naskórka. Skóra po zabiegu staje się miękka i gładka. Mikrodermabrazja wyrównuje w pewnym stopniu blizny, dlatego też jest zalecana u osób z rozstępami. Wygładza również płytkie zmarszczki. Pamiętajmy jednak, że zabieg usuwa również opaleniznę :)
Usunięcie warstwy rogowej naskórka jest rejestrowane przez skórę jako uraz. Aktywują się wtedy procesy regeneracyjne i powstają nowe komórki. Dochodzi do pobudzenia fibroblastów do produkcji kolagenu i elastyny, co poprawia elastyczność skóry. Mikrodermabrazja stymuluje również mikrokrążenie, a po niej poprawia się absorpcja składników aktywnych z preparatów kosmetycznych.
Na czym polega zabieg?
Może być wykonywany przez kosmetyczkę lub lekarza (sprzęt o większej mocy). Ze specjalnego aparatu pod ciśnieniem wyrzucane są kryształy korundu. Kryształy te mają działanie przeciwbakteryjne, dlatego też mikrodermabrazja zalecana jest osobom z trądzikiem. Można też wykonywać zabieg specjalną głowicą diamentową. Zabieg nie jest wykonywany w znieczuleniu, ale nie należy też do super przyjemnych. Wykonywany jest na progu bólu (z pewnością jednak mniej boli niż depilacja woskiem :). W czasie zabiegu powinniście zostać wyposażeni w okulary ochronne, które ochronią oczy. 5 dni przed zabiegiem nie stosujmy peelingów i szczoteczek czyszczących do twarzy. Po zabiegu przez 48h unikajmy chlorowanej wody (baseny) i promieni UV (opalanie).
Dla kogo?
-trądzik i blizny potrądzikowe
- fotostarzenie skóry - pod wpływem promieni UV
- rozstępy (pamiętajmy, że najlepsze efekty są w przypadku świeżych zmian, czyli, gdy rozstępy są jeszcze różowe. Aby zauważyć efekty potrzeba ok. 15 zabiegów)
- zaskórniki i prosaki
- szorstki naskórek
- delikatne zmarszczki


                                                                                          www.resolutionsmedspa.com


Jak często?
W przypadku trądziku zabieg należy powtarzać w odstępach ok.4 tygodni, a w zabiegach odmładzających co 10 tygodniu. Potrzeba ok.5-10 zabiegów dla zauważalnych efektów.
Tak idealnie? Niekoniecznie. Pamiętajmy, że są skutki uboczne zabiegu:
- zaczerwienienie (zabieg najlepiej wykonywać w piątek po południu, by tego samego dnia uniknąć spotkania znajomych w szkole, na uczelni czy w pracy :)
- obrzęk
- pieczenie
- przebarwienia (głównie u osób z ciemniejszą karnacją mogą wystąpić trwałe plamy)
Przeciwwskazania:
- liszajec zakaźny
- ropne wykwity w trądziku
- zakażenia grzybicze i wirusowe
- aktywnie trwający trądzik różowaty
- toczeń
- łuszczyca
- nowotwory skóry
- znamiona
- choroby naczyniowe (np.naczyniaki).
- zmiany naczyniowe u osób z cukrzycą
- skłonność do bliznowców
- terapia przeciwtrądzikowa preparatami z witaminą A
- przeczosy
- mięczak zakaźny
- opryszczka
- figówka gronkowcowa

Ciąża i miesiączka nie są przeciwwskazaniem.

Na koniec najważniejsze- cena:
Wahają się od miasta i salonu kosmetycznego. Zakres cen od 120-200 zł.

Pamiętajcie, aby przez przystąpieniem do zabiegu dowiedzieć się czy personel został odpowiednio przeszkolony, jakie kosmetyki są używane na koniec zabiegu do nawilżenia i jakiej firmy jest aparat oraz poczytać opinie o nim w Internecie.

środa, 16 kwietnia 2014

Show must go on



Podczas intensywnej nauki do egzaminu w zmęczonych głowach dwójki studentów medycyny, którzy stoją na progu bycia doktorami, zrodził się szalony pomysł założenia bloga. Bloga, który będzie odskocznią od codzienności, nauki, pracy, szpitala oraz naszych obowiązków.

O czym będzie blog?
Sami jeszcze tego nie wiemy. Najlepsze pomysły powstają spontanicznie :) Z pewnością znajdziecie tutaj nasze subiektywne opinie na temat miejsc, w których byliśmy, restauracji, w których jadaliśmy, książek, które przeczytaliśmy (innych niż Bohenek :) ) czy filmów, które obejrzeliśmy w przerwie między jednym egzaminem, a drugim.
Znajdzie się coś dla miłośników podróży, bo zarówno Doktorka jak i Doktor z zamiłowania są globtroterami i każde zaoszczędzone pieniądze przeznaczają na wycieczki. W czasach, gdy pasuje boom na "szafiarki" i blogi modowe nie może zabraknąć naszej opinii na temat panujących trendów.
Na koniec dodam, iż pojawi się pewnie też trochę postów z tematów, które tygryski lubią najbardziej i czują się w nich najlepiej - oczywiście z działu pt. "medycyna" :)

Zachęcamy do regularnego odwiedzania naszego bloga, bo i my mimo nawału obowiązków postaramy się regularnie coś nowego tutaj umieszczać :)